Kiedy jesteśmy dziećmi, to z reguły niewiele rozumiemy z opowieści naszych dziadków o czasach w jakich przyszło im dorastać i żyć. Na przykład w biedzie 20 lecia międzywojennego kiedy do jedzenia była tylko zupa z brukwi albo lebiody, a gdy sąsiad miał świniobicie, to aromatyczny wywar pozostały z gotowania podrobów stanowił kulinarny rarytas dla całej wioski. Bycie parobkiem, albo służącą u właściciela folwarku było szczytem możliwości dla wielu naszych przodków i nie było w tym nic urągającego godności, bo żadna praca nie hańbi. Mój dziadek Kazimierz był niepiśmienny do śmierci w 2001 roku , ale za to dobrze mówił po niemiecku i często relacjonując swoje przygody używał tego języka (gdy przeglądam dokumenty urzędowe z początku XX w. to widzę że jedna czwarta uczestników kontraktów np. małżonków czy świadków podpisywała się trzema krzyżykami +++ co świadczy o braku umiejętności czytania i pisania). Kazimierz, ojciec mojej mamy i mój ojciec chrzestny, często opowiadał o swoim dzieciństwie i późniejszych latach pracy, żałuję że tak niewiele z tego pamiętam. Odnalazłem podpis dziadka, który wraz ze swoimi braćmi (Wincentym i Janem) uczęszczał do szkoły powszechnej w Tarnowie (gm.Rogoźno). W 1926 r. USA świętowały 150-lecie niepodległości.
Z tej okazji naród polski złożył narodowi amerykańskiemu oryginalny
prezent – życzenia, pod którymi podpisało się wielu Polaków. Zbiór
opracowany w 1926 zawiera pozdrowienia i podpisy przedstawicieli
wszystkich szczebli władz II Rzeczypospolitej (z prezydentem Ignacym
Mościckim, oraz posłami na Sejm i senatorami Rzeczypospolitej),
wojskowych, przedsiębiorców, naukowców oraz kilka milionów podpisów
uczniów szkół polskich.
Do
2025 roku zanim rozpocząłem swoje poszukiwania, to moja wiedza na temat np. pradziadka była taka, że zginął na I wojnie i nigdy nie zobaczył swojego
imiennika- najmłodszego syna Kazimierza.
Dlatego postanowiłem poznać lepiej swoich przodków, zwłaszcza starszych od mojego dziadka Kazimierza Ślachciaka, syna Kazimierza i Katarzyny z d. Mendel, urodzonego w Gościejewie w trzech króli 1915 roku. Wtedy jego ojciec, a mój pradziadek Kasimir -bo tak Niemcy zapisywali jego imię, walczył na froncie zachodnim I wojny światowej zasilając szeregi 12 kompanii, III batalionu, Reserve-Infanterie-Regiment Nr.7.
Zanim został zmobilizowany w sierpniu 1914 roku to miał już dwóch synów : Wincentego (1912-1996) i Jana (1913-1958) ale wiedział też że zostawia w domu brzemienną żonę. Pradziadek Kazimierz ( Kasimir) urodził się w Nowym Sułaszewie obecnie Sułaszewo pow. Chodzieski 25 lutego 1887roku. Jego ojciec Andrzej (syn Jana ur. w 1817 i Konstancji z.d.Jankowska ur. w 1825) wdowiec po Ludwice Ziętoskiej którą poślubił w 1871 roku w Broniszewicach, w 1875 roku wziął za żonę młodszą o 10 lat Jadwigę Łyskawkę z którą przeprowadził się z pod Pleszewa, najpierw w okolice Chodzieży, a później do Ninina.
Odszukałem w archiwach akt ślubu moich prapradziadków.
Tłumaczenie: Pleszew (USC), dnia 21 kwietnia 1875 r. o godzinie 8:00 (data ślubu) Małżonkowie:
1.
Robotnik dniówkowy Andrzej (Andreas) Slachciak, katolik, 28 lat,
urodzony i zamieszkały w Broniszewicach. Syn komornika Jana Slachciaka i
jego żony Konstancji (Constantia) z domu Jankowska, zamieszkałych w
Broniszewicach.
2.
Niezamężna Jadwiga (Hedwig) Lyskawka, katoliczka, 19 lat, urodzona i
zamieszkała w Pacanowicach. Córka gospodarza Andrzeja Lyskawki i jego
żony Marianny z domu Garsztka, zamieszkałych w Pacanowicach.
Świadkowie:
3. Gospodarz Walenty Biadala, lat 42, zamieszkały w Pacanowicach.
4. Gospodarz Andrzej Lyskawka, lat 43, zamieszkały w Pacanowicach
i pradziadków
.png) |
| Tłumaczenie: Rogoźno
8.7.1911 1. Robotnik Kasimir Slachciak, katolik ,ur. 26.02. 1887 w Neu
Sulaszewo pow. Chodzież , zamieszkały Gościejewo pow Oborniki , syn
robotnika Andrzeja Slachciaka i jego żony Jadwigi z d. Łyskawka obojga
zamieszkałych w Ninino pow. Oborniki
2. stanu wolnego Katarzyna Mendel , służąca , katoliczka , ur. 17.10.
1888 w Dombrowka pow. Oborniki , zam. Rogoźno , córka robotnika
Wojciecha Mendel i jego żony Katarzyny z d. Wawrzyniak , obojga zam .
Grudna pow. Oborniki. |
Niestety historia życia mojego pradziadka Kazimierza (Kasimira) wkrótce się zakończyła, prawdopodobnie w okolicach Woëvre (Francja). Na listach strat z czerwca 1915 widnieje jako zaginiony ale dopiero w lipcu 1917 roku został sądownie uznany za zabitego 8.06.1015. Takie okrutne były realia tamtej wojny, dzisiaj co raz mniej się o tym mówi i pamięta, mimo że w wyniku tego kataklizmu zginęło około 20 milionów ludzi z czego połowa to żołnierze- w tym Polacy choć oficjalnie ofiary naszej narodowości nie figurują na żadnej liście strat. A ciała mojego pradziadka podobnie jak tysięcy innych ofiar po wszystkich stronach tego konfliktu nie odnaleziono bądź niezidentyfikowano.
.png) |
| Lista strat z 19.06.1915 Kasimir "zaginiony" |
.png) |
| Lista strat z 4.07.1917 Kasimir dotąd uznawany za zaginionego, zginął 8.06.1915 roku. Litera "G" oznacza "gerichtlich für tot erklärt"-uznany za zmarłego przez sąd. | | | | |
|
|
|
|
A zatem, moja prababcia Katarzyna po niespełna 4 latach małżeństwa w 1915 została wdową z trójką łobuzów, ale oficjalnie to dopiero po wyroku sądu w 1917. Cofnijmy się jeszcze do XIX wieku kiedy w Dąbrówce Ludomskiej Catharina Mendel przyszła na świat co potwierdza poniższy akt urodzenia:
 |
| Tłumaczenie: Ludomy 22.10.1888, przed podpisanym poniżej urzędnikiem stanu cywilnego zjawił się dzisiaj robotnik Adalbert Mendel, zamieszkały w Dąbrówce, wyznania
katolickiego i zgłosił, że Catharina Mendel, z domu Wawrzyniak, jego żona wyznania katolickiego, zamieszkała u niego w Dąbrowce w jego mieszkaniu dnia 17.10.1888 po południu o
godzinie szóstej urodziła dziecko płci żeńskiej, któremu nadano imię Catharina. | | | | |
Rodzice mojej prababci Katarzyny pochodzili z Cerekwicy (gmina Rokietnica),
gdzie za zgodą swoich rodziców : Michała Mendla i Katarzyny z d. Bączkowskiej oraz Józefa Wawrzyniaka i Wiwianny (Bibianny) z d.Wojciechowskiej w roku 1876 wzięli ślub. Zapewne w poszukaniu lepszego jutra przenieśli się do Dąbrówki Ludomskiej, a później do Grudny. O rodzeństwie prababci jeszcze napiszę, ale wróćmy do czasu kiedy nasza Katarzyna w 1917 roku dowiedziała się oficjalnie że została wdową po Kazimierzu(Kasimirze). Wtedy poznała wdowca Idziego Zielonkę który miał troje dzieci z pierwszego małżeństwa : Władysławę (ur.23.03.1909) , Marianne (ur. 7.09.1914) i Piotra (ur.11.04.1920),
 |
| Gościejewo 26 luty 1933, ślub Władysławy Zielonki z Leonem Wyrwickim. |
a prababcia miała "trzech budrysów" : Kazia,Wicka i Janka.
Żyli razem w tych niełatwych czasach odrodzonej Polski wychowując sporą gromadkę dzieci w tym czworo wspólnych: Martę (ur.02.07.1923), Felicję (ur.12.03.1925), Anastazję (ur.10.04.1926) i Zofię (ur. 06.04.1928) ...i tutaj zostawiam miejsce z nadzieja że kiedyś napisze o tym więcej.
 |
| Katarzyna Zielonka i jej córki ok. 1947 r. |
W księdze meldunkowej z roku 1930 w Rogoźnie odnalazłem wpis że mieszkali wszyscy razem, czyli moje ,twoje i nasze:.png) |
| Tutaj jest jeszcze parę spraw do wyjaśnienia...w przyszłości |
Rok 1978, prababcia Katarzyna na swoich 90-tych urodzinach, a obok po lewej jej syn, mój dziadek Kaziu.
 |
| 90 urodziny |
Ostanie lata swojego jakże bogatego życia moja prababcia Katarzyna Mendel/Ślachciak/Zielonka spędziła u swojej najmłodszej córki Zofii Romańskiej w Jarocinie gdzie zmarła 28 października 1983 roku i została pochowana na cmentarzu komunalnym.
Zofia zmarła 23.03.2020 roku (zdjecie nagrobka z 1996r.).
Myślę że to nie koniec tej historii