Michel Behm - 5 tygodni w Rogoźnie




Około roku 2015 na  stronie Luksemburskiej grupy przyjaciół z wojska (RAD) w śród kilkunastu zdjęć z całej galerii znalazłem jedno które  pasowało do mojego miasta Rogoźna. Jak zawsze decydujące okazały się  detale architektury, było tam jeszcze kilkanaście innych fotografii, gdzieś  na łące, w polu w jakimś innym mieście... tak myślałem. Dopiero w maju 2025 zacząłem bardziej drążyć temat. I znalazłem dziennik z podróży w którym były wklejone miniaturowe fotografie między innymi te które już znałem, ale były też cenne informacje kiedy i w jakich okolicznościach powstały. To  Michel Behm  przemówił do mnie z zaświatów. Przeczytałem jego zapiski  i pierwsze co przyszło mi do głowy to mój pradziadek Kazimierz Ślachciak (1878-1915) , Polak który zginął w mundurze armii Pruskiej. Dlaczego ? O tym jeszcze przyjdzie czas napisać.

Tymczasem posłuchajmy jak Michel przedstawił swój życiorys kiedy był więźniem wojennym wojsk alianckich w 1945 roku.

" Urodziłem się 7 października 1925 roku w Luksemburgu-Bonneweg w domu rodziców. Cztery dni później zostałem ochrzczony w kościele katolickim i otrzymałem imię Michel. Mój ojciec , Emil Behm  urodził się 12 września 1894 roku w Buchsdorf( Mersch), jest kowalem kolejowym (zm. 1992 *). Moją matką jest Therese (Klos), urodzona 16 lipca 1889 roku w Bissen (zm.1971*) Jestem najstarszym synem małżeństwa; moja siostra Suzanne urodziła się 8 lutego 1928 r.(zm. 2015*) a brat Francoise 6 lipca 1931roku(zm.1986*). Od jesieni 1930 przez rok uczęszczałem do przedszkola, a we wrześniu 1931 rozpocząłem edukacje w szkole podstawowej którą ukończyłem 1938 roku.29 kwietnia 1934 r. przyjąłem pierwszą komunię i  sakrament bierzmowania.

 7 lipca 1938 roku zdałem egzamin wstępny do gimnazjum i pomyślnie ukończyłem Septimę i Sextę.10 maja 1940 roku wojska niemieckie wkroczyły do Luksemburgu. W Quincie wybrałem tzw. wydział łaciny(z angielskim jako trzecim językiem obcym), ale w ciągu roku szkoła została przekształcona przez nazistów w tzw. niemieckie liceum. Jesienią 1941 roku zostałem przeniesiony do nowej Szkoły Goethego i do lata 1944 ukończyłem z sukcesem klasy 5,6 i 7.

12 lipca 1944 roku zostałem powołany do RAD w Rogasen (Kraj Warty) w byłej Polsce. Od 19 sierpnia zostałem wysłany do budowy Muru Wschodniego w Wolsztynie, aż do zwerbowania mnie do Wehrmachtu 14 listopada 1944 roku. Dołączyłem do jednostek sygnałowych artylerii lekkiej  w Naumburgu/Saale, a następnie 25 lutego 1945 dołączyłem do grupy artyleryjskiej w Wittenbergii nad Łabą. 21 marca przyjęto mnie do szpitala z powodu zapalenia jamy ustnej gdzie przeszedłem operację, następnie 3 kwietnia zostałem przeniesiony do szpitala w Priesteritzi, a14 kwietnia do punktu zbiorczego w Sentst gdzie przebywałem aż do  do zwolnienia 22 kwietnia. 27 kwietnia w pobliżu Oranienbaum zostałem wzięty do niewoli przez Amerykanów i przetransportowany do obozu w Helfta( w pobliżu Eisieben). 18 maja nastąpił dalszy transport do Naumburga/Saale, 1 lipca do Babanhausen , a 27 lipca zostałem przewieziony prze Luksemburski Czerwony Krzyż do domu."

*przypisy PPN 

 



Na stronie 

http://www.ons-jongen-a-meedercher.lu/archives/organisations/rad-rogasen-wollstein-lu/documents 

znajduje się wiele skanów dokumentów związanych z opisywanym tematem, ale teraz chwiałbym się skupić na tym co dotyczy  historii mojego miasta w którym Michel Behn przebywał zaledwie kilka tygodni. Publikacja została wydana na początku lat 90-tych i jest dostępna pod wskazanym powyżej linkiem. A oto wybrany fragment ( strony 167-173)

" III Raport o przymusowym rekrutowaniu (1944/45)

 Od początku służby zapisywałem najważniejsze szczegóły mojego pobytu za granicą, przynajmniej w formie wypunktowań. Później w wolnym czasie w szpitalu i będąc jeńcem wojennym, dodawałem dłuższe notatki. Po powrocie starałem się w krótkiej narracyjnej formie podsumować to, co po pozostało mi w pamięci z tego trudnego czasu.W tym celu wykorzystałem dokumenty RAD, okres Wehrmachtu i niewoli amerykańskiej.

1. Służba Pracy 

 1 kwietnia 1943 roku urodzeni w 1925 roku mieli obowiązek zgłosić się do Reichsarbiestdient (Służba Pracy Rzeszy) i do służby wojskowej. Potem przyszła kontrola i jak można było się spodziewać uznano mnie za zdolnego do służby , wydano legitymacje wojskową i przydzielono do rezerwy zastępczej. Szkoła zwróciła się z prośbą o odroczenie powołania abym mógł ukończyć naukę w roku szkolnym 1943/44. Dlatego pozwolono mi tymczasowo zostać w domu i kontynuować naukę. Pod koniec czerwca 1944 rok otrzymałem rozkaz zgłoszenia się do Prus Wschodnich do obozu pracy  w okolicach Giżycka. Po kilku dniach otrzymałem jednak zmienioną wiadomość że do Rogoźna kolo Poznania w tzw. Kraju Warty.

                                              Z Luksemburga do Rogoźna

"Środa 12 lipca 1944 r. godzina 8 rano na stacji Luksemburg-Hollerich"  - brzmiał rozkaz zgłoszenia się do służby pracy. Dworzec kolejowy w Hollerichu zyskał złą sławę w czasie wojny ze względu na liczne deportacje , zwłaszcza przesiedleńców. Transport tych nieszczęśników zawsze odbywał się na tej stacji kolejowej. Podobnie w środę rano staliśmy na peronie i wsiedliśmy do specjalnego pociągu, gotowi do odjazdu. Naprzeciwko dworca , na gruzach fabryki  Paula Wurtha członkowie naszych rodzin stali i machali do nas po raz ostatni. Na dworcu Centralnym w Luksemburgu musieliśmy wysiądź i ustawić się w kolejce na pierwszym peronie, gdzie pasażerowie zostali już posortowani według działów RAD. Po apelu weszliśmy do przedziałów pociągu  do wagonu trzeciej klasy i pociąg powoli opuścił stację, kierując się w stronę Wasserbilling-Trier. Nie czuliśmy się dobrze. Co jeszcze nas czeka ? Inwazja na Normandię rozpoczęła się na zachodzie już miesiąc wcześniej lecz nie do końca się powiodła. No cóż przynajmniej mogliśmy poczekać te trzy miesiące służby przymusowej.  A potem ? No cóż zobaczymy. Nikt nie myślał,że nie uda nam się wrócić do domu po RAD.

Była prawie 11 gdy opuściliśmy Luksemburg. Szybko zdaliśmy sobie sprawę że wydano ostrzeżenie  o nalocie lotniczym i za Wasserbillig. ok. 12.30 musieliśmy czekać dwie godziny przed wjazdem na stacje Igiel. Ciężkie bombowce cały czas przelatywały nad naszymi głowami a nasz towarzysz , który przeżył bombardowanie w Stuttgarcie doznał załamania nerwowego. W końcu wszystko się skończyło. Powoli zaczął doskwierać głód ale mimo niewielkiego apetytu udało mu się zjeść kilka kawałków chleba. Podróżowaliśmy dalej.O godzinie 15.10 opuściliśmy Trewir, minęliśmy Cocgen, o17.30 przejechaliśmy przez Koblencję, następnie przekroczyliśmy Ren. następnie szybko kontynuowaliśmy podróż prze dolinę rzeki Lahn, przez Nassau(18.30), Giessen(20.30), Marburg(21.30) i  Treysę(22.30), aż do nocy.Twarde drewniane ławki w wagonie trzeciej klasy nie były wygodne, ale zmęczenie spowodowało że zasypiałem i budziłem się gdy pociąg szarpnął i zatrzymał się. Prawdopodobnie to było Malsfeld gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę , najpewniej był to kolejny alarm lotniczy.  Po północy około godziny 1 przejechaliśmy przez Berbrę, ale ja nadal spałem.O świcie około godziny 4:00 zobaczyliśmy Erfurt,o 4:45 Weimar, około 5:30 Naumburg/Saale, a o 6:00 dotarliśmy na dworzec w Halle.

Po zmianie lokomotywy kontynuowaliśmy podróż na wschód. Jechaliśmy przez Lipsk i dalej przez całe przedpołudnie oglądaliśmy płaskie zalesione tereny Łużyc. Łabę przekroczyliśmy w Torgau, a o 11:00 dotarliśmy do Cottbus. Później Guben/Nysa o 12:00 i Bentchen (Zbąszyń) , na dawnej granicy niemiecko-polskiej o 14:30. Wreszcie o 17:00 dotarliśmy na dworzec główny w Poznaniu. Tutaj musieliśmy wysiąść i przez dwie godziny zrezygnowani i zmęczeni czekać na peronie zanim o 19:00 wsiedliśmy do pociągu osobowego z Poznania do Rogoźna, gdzie dotarliśmy tuż przed 21:00. Szliśmy z dworca pieszo, taszcząc walizki po wyboistych chodnikach Rogoźna w drodze do obozu RAD. Gdy dotarliśmy na miejsce była już noc. Zostaliśmy tymczasowo zakwaterowani w drewnianych barakach, gdzie musieliśmy spać na materacach wypchanych słomą.  

 

Wejście do obozu pracy w Rogoźnie w pobliżu Poznania

                                                     Pięć tygodni w Rogoźnie

Zaczyna się wcześnie rano w piątek. Mycie, śniadanie, następnie ubieranie się, podział na cztery grupy. 4/35 Dywizja Rogasen składa się z 200 poborowych, z których połowa to Luksemburczycy, druga połowa to Prusacy Wschodni (młodsi od nas o około dwa lata), którzy zgłosili się na ochotnika do Waffen-SS.

 Teren RAD składał się z dużego obozu koszarowego: 4 baraki(po jednym na każdy pluton) jako kwatery załogi, każdy z 3 pomieszczeniami, baraku dowódcy, baraku materiałowego (z magazynem odzieży, składem materiałów, pomieszczeniem na broń itp.), baraku z jadalnia i kuchnią, baraku z umywalnią, nieco dalej baraku z toaletami. Wszystko było rozmieszczone w kwadracie wokół dużego placu z masztem flagowym.(Do oddziału 4/35 w Rogoźnie przyłączony był drugi obóz koszarowy dla rekonwalescentów z izbą chorych). Poniższy opis może wystarczyć jako krótki przegląd organizacji. 12 mężczyzn tworzyło drużynę jednym lub dwoma brygadzistami na czele.Trzy drużyny tworzyły pluton  dowodzony przez dowódcę.Cały departament składał się z czterech plutonów dowodzonych przez dowódce departamentu. Kilka dywizji tworzyło grupę (byliśmy 4 dywizja 35 grupy) pod wodzą lidera grupy.

Ponad tym znajdował się Arbietsgau i najwyższy zwierzchnik, Reich Ar-beitsfuhrer. Specjalne stopnie jakie mieliśmy to: Oberstfeldmeister,  Unterfeldmeister, Truppfuhrer, Untertruppfuhrer, a jako szeregowi Obervormanni Vormann. Następne dni i tygodnie wypełnione były szkoleniem podstawowym: od porannych ćwiczeń(na jeziorem Rogoźno), poprzez szkolenie polityczne, po służbę porządkową (ćwiczenia z łopatami lub karabinami) i inne ćwiczenia, a w upalne dni także kąpiel w jeziorze.

Chciałbym odnotować kilka wydarzeń o większym znaczeniu: zaledwie tydzień po naszym przyjeździe do Rogoźna dowiedzieliśmy się o próbie zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r. Dla nas rekrutów służby pracy nie miało to początkowo żadnego znaczenia. Dla nas jednak najważniejsza była ceremonia zaprzysiężenia, która odbyła się 30 lipca. Głównym punktem uroczystości było wręczenie nowej flagi naszemu oddziałowi. Wydarzenie odbyło się w uroczystej scenerii na dużej łące gdzie zajęły swoje miejsce również inne oddziały. Finałem dnia był popołudniowy przemarsz ulicami Rogoźna i koncert orkiestry RAD.

 



  
Poczta regularnie dostarczała nam wiadomości i wiele listów z wyrazami wsparcia z domu. Jednak bardzo szybko nadeszła wiadomość że Luksemburg został zbombardowany po raz trzeci, 9 sierpnia,  a kościół, szkoła i szereg budynków mieszkalnych, a także obiekty     kolejowe i warsztaty kolejowe Bonnevoie zostały zniszczone. Tak zwany znak życia upewnił mnie , że moi rodzice i rodzeństwo przeżyli. Ale pozostało niepokojące pytanie:  Jak to wygląda u nas w domu ? 
 

Jednak wkrótce pewne wydarzenie w Polsce zwróciło nasza uwagę. Od pierwszych dni sierpnia w Warszawie szalało polskie powstanie przeciwko Niemcom. Bezpośrednio o tym nie usłyszeliśmy, ale wkrótce zaczęto się obawiać, że Polacy w całym kraju również powstaną, dlatego nasz obóz również został postawiony w stan najwyższej gotowości. To była pierwsza niedziela, kiedy mieliśmy wolny czas po południu. Pojechaliśmy zobaczyć Rogoźno: małe polskie miasteczko z niskimi domami, z którego Niemcy niemal całkowicie wysiedlili Polaków. Kościół katolicki również był zamknięty. Ale zobaczyliśmy kilka starszych kobiet, które powoli chodziły wokół kościoła, skrycie odmawiając różaniec, a  kilka dziewcząt w tym czasie rozrzuciło kwiaty wokół kościoła. Wieczorem tej samej niedzieli zostaliśmy zwołani, każdemu wydano broń i amunicję, a także postawiono nas w stan gotowości: każdej nocy wokół obozu miały być wzmożone patrole, a w ciągu dnia podwójne straże (budynek kierownictwa grupy RAD w Rogoźnie również musiał być stale pilnowany). Przez pierwsze kilka nocy musieliśmy spać w trybie gotowości tzn.leżeć na łóżku w ubraniach, mając pod ręką karabin i amunicję(30 naboi). Ale nic się nie wydarzyło.

 




Po dwóch tygodniach dowiedzieliśmy się w końcu, że wyjeżdżamy do pracy w Polsce. Nasze szkolenie zostało zakończone. Wieczorem 19 sierpnia przeszliśmy przez dziurawe ulice Rogoźna do stacji klejowej, gdzie załadowano nas do wagonów bydlęcych po 36 mężczyzn w każdym.

Wyjazd z Rogoźna
 
Opuściliśmy Rogoźno około godziny 20:00 wieczorem i po trzech godzinach jazdy dotarliśmy do Poznania. Dopiero następnego dnia rano ruszyliśmy w dalszą drogę przez Gniezno i Inowrocław do Chełmca gdzie dotarliśmy wczesnym rankiem 21.08 wypędzono nas z wagonów i poprowadzono do Radziejowa. Tu w dużej stodole rozbiliśmy obóz , wszyscy czyli 200 mężczyzn. Ale na razie nie było żadnej pracy. Było bardzo gorąco a w studni nie została ani kropla wody. Kiedy poszliśmy półtora kilometra dalej, nad staw okazało się że to już wyschnięte bagno. Nie było mowy o piciu i kąpieli.(...) "
 
To wybrany przeze mnie fragment wspomnień Michela Behma, dla zainteresowanych całym oryginalnym materiałem odsyłam na stronę 
 http://www.ons-jongen-a-meedercher.lu/archives/organisations/rad-rogasen-wollstein-lu/documents

 

Na zdjęciu lotniczym z czasów II wojny światowej widzimy baraki na terenie obecnego boiska przy ulicy Wielkiej Poznańskiej w Rogoźnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz