 |
| Grób z czasów I wojny światowej na rogozińskim cmentarzu ewangelickim (zdjęcie z 2016 r.) |
Moim zdaniem w Polsce zbyt mało uwagi poświęca się I wojnie światowej, na frontach której jak się szacuje mogło zginąć nawet 450 tys. Polaków - żołnierzy wcielonych do armii trzech zaborców. Dla porównania wg. różnych szacunków w II wojnie światowej zginęło od 110 do 300 tys. polskich żołnierzy. Dlatego chciałbym przypomnieć o tych którzy zginęli i poszukać śladów I wojny światowej w naszym mieście.
Mieszkańcy Rogoźna działania wojenne odczuwali głównie poprzez spadek poziomu życia, ograniczenie swobód obywatelskich, kartki na żywność, 100% inflację i brak towarów na rynku, ale przede wszystkim przez mobilizację która zabrała na front większość mężczyzn. A powołano do Armii Cesarstwa Niemieckiego co najmniej 1000 rekrutów z miasta “Rogasen kreis Obornik”. Na listach strat odnajdujemy blisko 160 zabitych pochodzących z Rogoźna i jest tam wiele polsko brzmiących nazwisk, chociaż więcej niemieckich, pamiętajmy jednak że nazwisko nie definiuje przynależności etnicznej.

Na tą krwawą rozgrywkę mocarstw zostali wezwani moi protoplaści : pradziadek Kazimierz Ślachciak(1887-1915) do 12 kompanii, III batalionu, Reserve-Infanterie-Regiment Nr.7. i prapradziadek Stefan Głów (1874-1915) do 12.Kompanii, III Batalionu, Landwehr-Infanterie-Regiment Nr. 74. Niestety nie wrócili z frontu zachodniego, gdzie ziemia zmieszana ze zniszczonym sprzętem wojskowym i prochami poległych po atakach artylerii mieszała się z krwią i ciałami kolejnych zabitych. Historia życia Kazimierza zakończyła się w czerwcu 1915 roku prawdopodobnie w okolicach Woëvre w (Francja), a Stefan zmarł w październiku 1915 roku w wyniku odniesionych ran prawdopodobnie w okolicach Diksmuide (Belgia).
 |
| Dziedziniec lazaretu w Rogoźnie (1914-1918) |
Tymczasem w połowie sierpnia 1914 roku w budynku Seminarium Nauczycielskiego w Rogoźnie utworzono “Reserve-Lazaret” czyli rezerwowy szpital polowy, w którym jednorazowo mogło przebywać około 200 pacjentów/rekonwalescentów przywiezionych z frontu. Siostrą przełożoną była Emma Weber (występuje na większości fotografii), natomiast : “Arno Philippsthal (ur. 13 września 1887, Güsten; zm. 3 kwietnia 1933, Berlin) był niemieckim lekarzem żydowskiego pochodzenia, który od 1913 roku praktykował w Rogasen (dzisiejsze Rogoźno), a w czasie I wojny służył jako militärarzt (lekarz wojskowy) w rezerwowych lazaretach, w tym w Rogasen…” (źródło de.wikipedia.org).


Na koniec jeszcze artefakt związany z I wojną, który odnajdujemy na terenie rogozińskiego cmentarza ewangelickiego, jest to grób czterech żołnierzy. Albert Knappert i Friedrich Habel z Infanterie-Regiment Nr. 54 zmarli w październiku 1914 roku, niestety dwie pozostałe płyty uległy zniszczeniu i zawierają tylko szczątkowe informacje. Na środkowej widniała sentencja zaczynająca się od słów: „Durch Kampf und Leid…”(“Przez walkę i cierpienie…”) Ponieważ żołnierzy którzy ginęli w czasie działań wojennych chowano bezpośrednio na polach bitew, ewentualnie ich ciała przenoszono na zorganizowane cmentarze i nigdy nie transportowano zwłok do miejsca zamieszkania, to przypuszczam że wspomniany nagrobek albo jest symboliczny, albo co jest bardziej prawdopodobne, spoczywają tam pacjenci rogozińskiego lazaretu.
Na moich zdjęciach widać stan pomnika w latach 2016 i 2025, tak oto upływający czas bezpowrotnie zaciera ślady przeszłości, również w naszej pamięci.
 |
| Grób z czasów I wojny światowej na rogozińskim cmentarzu ewangelickim (zdjęcie z 2025 r.) | | | | | | |
|
Zdjęcia pochodzą z kolekcji autora.
P.S.
Jak pisze Pan Jan Koprowski administrator wspaniałej i
doskonale prowadzonej strony kilku rogozińskich rodów
https://drzewo.homeip.net/index.htm :“To zdjęcie dostałem w latach sześćdziesiątych od mieszkańca Rogoźna który twierdził, że jeden z żołnierzy na fotografii, nie pamiętam który, był jego krewnym. A pozostali to frontowi koledzy, podobno też z Rogoźna lub okolicy. Podane nazwiska występują w metrykach rogozińskiej parafii więc można domniemywać, że rzeczywiście byli z naszego miasta. Zdjęcie to pocztówka wysłana w 1917 roku przez niemiecką pocztę polową.”
Tak, pocztówkę wysłano 23.09.1917 roku z frontu I wojny światowej, adresatem była Pani Maria Majewska zamieszkała przy ulicy Wielkiej Poznańskiej w Rogoźnie, a nadawcą Pan Majewski. Widnieją na niej poza nadawcą: Urban, Dopieralski i jeszcze jeden syn naszej ziemi powołany do armii pruskiej. Co ciekawe na liście rannych z 18 września 1917 odnajdujemy Leo Majewskiego, dlatego należy podejrzewać, że w lazarecie otrzymał możliwość napisania do rodziny, a może to zbieg okoliczności. Być może znacie Państwo inne ciekawe opowieści o tamtym czasie ? Niestety poza adresem i pojedynczymi słowami nie da się odczytać treści z tej kartki, a szkoda. Nie wstydźmy się naszej historii, to nasze dziedzictwo i nasza krew, niestety marginalizowana i zapomniana.
( Bardzo dziękuję Panu Janowi Koprowskiemu za udostępnienie pocztówki i jej historii. Przemek Nowaczyk)

(21.11.2025) Dalszy ciąg historii
Oto znalazłem kolejną wyjątkową widokówkę, tym razem wysłaną 24 października 1917 z frontu tej “nieistotnej“ w historii Polski, pierwszej wojny światowej, na której wśród tysięcy innych zginęło również dwóch moich protoplastów Kazimierz i Stefan.
“Naprzód, mistrzu Simon, niech ten list zastanie Was w dobrym zdrowiu i mam nadzieję tego samego dla Waszej szanownej rodziny. Z najlepszym pozdrowieniem Wasz czeladnik Paul”
Pocztówkę takiej treści wysłał Paul Weigert do swojego pracodawcy i mentora Ferdynanda Simona, którego warsztat mieścił się przy Starym Rynku nr 79. Paul, młody mieszkaniec Rogoźna, nabierał właśnie kolejnych szlifów w zawodzie, kiedy został powołany do 4. Kompanii Rezerwy Uzupełniającej 74. Pruskiego Pułku Piechoty. Infanterie-Regiment Nr 74, stacjonującego w Hanowerze. W listopadzie 1916 roku został ranny, ale na tyle lekko, że do czasu wygojenia ran pozostał w swoim oddziale.
To zapewne zbieg okoliczności, ale trzy dni od wysłania tej kartki, 27 października 1917 roku, jak pisze na fanpagu Rogoźno Wielkopolskie na starej widokówce Roch Barełkowski -“Tak oto szewc Theodor Rohloff, zamieszkały w Rogoźnie na ulicy Rynkowej (Marktstrasse) numer 51, katolik, ojciec jedenaściorga dzieci, oszczędzał reperując rogozińskie zelówki. Pod koniec I wojny światowej (27.10.1917), za prawie wszystkie swoje oszczędności (2.396,87 Mk) wykupił obligacje wojenne (Kriegsanleihe) VII emisji by wesprzeć wysiłek wojenny Cesarstwa Niemieckiego. Niemcy sfinansowały w ten sposób około 60% kosztów prowadzenia wojny.” Być może jego syn ,albo czeladnik też został powołany do armii.
11 listopada świętujemy kolejną rocznicę odzyskania niepodległości. I jest to przedziwna rocznica, ponieważ ta nasza niepodległość jest przypisywana kilku pokoleniom polskich patriotów, uczestnikom powstań narodowych i wszystkim którzy przeciwstawiali się trzem zaborcom, w tym kilku politykom. W ogóle nie wspomina się o setkach tysięcy Polaków wcielonych do trzech zaborczych armii, a oni musieli walczyć i ginąć w okopach I wojny światowej, aż w końcu wszystkie te paskudne monarchie upadły. Dzięki temu pojawiła się szansa , którą jako naród potrafiliśmy wykorzystać, choć nie do końca bo Wielkopolanie i tak musieli sami uwolnić się spod jarzma zaborców.
Ani wojna, ani los nie były dla tych pokoleń sprawiedliwe, my też ich nie osądzajmy.
Zarówno Paul Weigert jak i szewc Theodor byli mieszkańcami Rogoźna, tak jak my.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz