niedziela, 22 marca 2026

POKOLENIE "Dzieci Rofamy"

 

                                                Każde pokolenie ma własny czas

  
Zebranie pracowników fabryki w największej hali produkcyjnej Rofamy (fot. M.Kuźniar-1981)


  Pokolenie moich rodziców, przyszło na świat w latach 40-tych, tuż po zakończeniu II wojny światowej, nazywane Baby Boomers nie miało wielu oczekiwań od odradzającego się państwa, ale było nadzieją narodu i partii wychowywaną według nowej socjalistycznej strategii. Ich rodzice, a moi dziadkowie, którzy przed wojną byli  pracownikami najemnymi u  właścicieli majątków ziemskich, po doświadczeniach okupacji niemieckiej uwierzyli że "Nadrzędnym celem partii - ( jest, lub kiedyś będzie ) dobro narodu". Cofając się o jeszcze jedno pokolenie i zestawiając zupę z brukwi, albo lebiody, na którą mogła sobie pozwolić moja prababka Katarzyna (wdowa po żołnierzu I wojny światowej), matka samotnie wychowującą trójkę dzieci  w latach 20-tych XX wieku z obecnymi (2026 r.) warunkami życia i programami społecznymi- zwłaszcza dla  rodzin z dziećmi - to trudno oprzeć się wrażeniu, że lepszych czasów na bycie rodzicem i wychowanie dzieci jak teraz, nigdy nie było

 


  A moje pokolenie ?
  Pokolenie “Dzieci Rofamy “ miało to szczęście, że dorastało w ciekawych i dynamicznych czasach; gierkowskiego rozwoju, solidarnościowego buntu, stanu wojennego i planu Balcerowicza. Moja ocena tego czasu może być nacechowana dziecięcą naiwnością, ale dzięki temu jest pozbawiona negatywnych asocjacji. Wszystkie dzieci pracowników tego przedsiębiorstwa od dyrektora do ślusarza, powiem więcej, myślę że wszyscy mieszkańcy Rogoźna byli w jakiś sposób  “Dziećmi Rofamy”.

Moja "zerówka" 1976 r. (archiwum autora)

 Jestem  chłopakiem z małego  miasta w dawnym województwie pilskim. Synem wielodzietnej rodziny, bo poza Jackiem, który jest ode mnie o rok starszy mam jeszcze pięcioro młodszego rodzeństwa. Nasze dzieciństwo było radosne i piękne, ale niełatwe.

 
Jacek i Placek :)
 
Dzięki zaradności rodziców,  a zwłaszcza naszej  mamy Czesławy nie czuliśmy się gorsi od innych. Mama była krawcową i ze względu na opiekę nad dziećmi  przez większość życia pracowała w domu, chociaż przez jakiś czas też była zatrudniona w Rofamie. Dzisiaj z dumą wspominam ten czas, gdy mogłem być jej prawą ręką. Pomagałem w szyciu rękawiczek czy poduszek, gdy trzeba było oddać zlecenie często siedzieliśmy do pierwszej, drugiej w nocy, a w radioodbiorniku “Ślązak” trzeszczały zakłócane przez komunistów audycje Radia WOLNA EUROPA albo Głos Ameryki. Na maszynie do szycia "Łucznik" zwężałem sobie nogawki w spodniach i szyłem koszulki (T-shirt). 

 
Byłem też zaopatrzeniowcem i rozwoziłem po klientach przerobione  czy naprawione ubrania , robiłem zakupy w pasmanterii u "Siodły" (zamki, guziki ,nici itp.) Jednak najbardziej lubiłem pomagać mamie w kuchni zwłaszcza przy pieczeniu ciast, bo jak wiadomo ciasto jest słodkie. Kiedy miałem chyba ze 13 lat wypiłem mleczko ze zmielonego maku i ... zasnąłem na kilka godzin.

W latach 80-tych prawie w każdym domu na naszej ulicy mieszkali sublokatorzy, z reguły pracownicy Rofamy, ale nie tylko. Państwo Hampel prowadzili  biuro zakwaterowania WPT Noteć. To zdjęcie zostało wykonane z domu naszego sąsiada Tomczaka przez  jednego z ówczesnych podnajemców. Fabryka Maszyn Rolniczych dynamicznie się rozwijała, a brakował mieszkań. Na zdjęciu z 1985 roku Sylwia, Ania, Agnieszka i Grzegorz "dzieci Rofamy"

 
 W naszym domu rodzinnym na ulicy Orzeszkowej  mieliśmy z Jackiem wspólny pokój  i większość wspólnych zainteresowań, bo przez 9 lat chodziliśmy razem do szkoły. W piwnicy była nasza “tajna kwatera” obwieszona wielkimi  mapami i innymi skarbami ze szkolnego demobilu. Podczas lekcji chemii dowiedzieliśmy się jak przy pomocy baterii R 12 wyprodukować wodór, robiliśmy też inne eksperymenty, ale najlepszy był wodór który robił BOOOM. 
 
Pochód 1-majowy 1985 (fot. J.Pietruszczak)

 W maju 1985 roku do Rogoźna przyjechał na koncert zespół TURBO, na tą okazję uszyłem sobie spodnie z prześcieradła i pofarbowałem na czerwono, a biała koszulka dzięki  farbie do  odzieży i czarnemu tuszowi  zmieniła się t-shirt z logiem płyty SMAK CISZY. Całe miasto jak co roku zostało ozdobione biało- czerwonymi flagami, ale podczas pierwszomajowego pochodu spadł śnieg i to było niesamowite, zimna wojna-zima w maju. Chyba dzięki temu nigdy nie zapomnę tego dnia. Wtedy w sali widowiskowej klubu fabrycznego Rofamy, pierwszy raz usłyszałem na żywo zespół TURBO, a potem razem z kumplami, niesieni euforią poszliśmy do "Kamycha" na piwo Grodziskie…

Chcesz cukierka ? Idź do Gierka

 Wraz z rokiem 1970, pojawiało się wiele nowych możliwości, na lepszą pracę, własne mieszkanie, a nawet dom. Dlatego mój ojciec zwolnił się z fabryki mebli (na ul.Kotlarskiej) i przeniósł do stolarni w Rofamie. Największy zakład pracy w Rogoźnie oferował swoim pracownikom możliwość nabycia działek budowlanych na atrakcyjnych warunkach min. przy ulicy Orzeszkowej. Stanisław miał już synów (i córkę), zatem przyszedł czas by mistrz ciesielski  wybudował dom dla swojej rodzinny. Nasze niedzielne spacery z ulicy Nowej (gdzie mieszkaliśmy, kątem u dziadków), przez Kościuszki i Dojazdową kończyły się podlewaniem... pustaków ze szlaki/żużlu (pozostałość po spalaniu węgla szeroko wykorzystywana do utwardzania dróg, oraz w budownictwie do produkcji bloczków budowlanych), które ojciec robił po godzinach.

 

Widok na ulicę Dojazdową. Od prawej budynki 3,5,7, a w oddali po lewej pierwszy  "rofamowski" budynek mieszkalny 11

  Budowa domu w latach 70-tych wymagała od inwestorów wielu umiejętności, nie tylko manualnych. Te czasy charakteryzowały sie wieloma paradoksami, np. ciężko było zdobyć cokolwiek na oficjalnym rynku, a jednak wszyscy jakoś sobie radzili. Dlatego wzajemna pomoc sąsiedzka budowała nie tylko domy, ale też relacje. Jako czterolatek miałem swój skromny wkład w budowie naszego “piętrowego klocka”, bo któregoś dnia dziadek Kaziu zabrał mnie na bagażnik i pojechaliśmy rowerem na "orzeszkową". Ekipa budowlana tynkowała właśnie jeden z pokoi na piętrze. Pozwolili mi wejść na rusztowanie i przy pomocy kielni rzucać “zaprawę” na ścianę, po czym zacierać tynk rajberką. Mama się przeżegnała gdy wróciłem do domu z rękawami pełnymi zaprawy tynkarskiej. Przeprowadzka z strugach deszczu do jeszcze niewykończonego domu nastąpiła 15 października 1974. Pamiętam jak przez mgłę konną furmankę (Kozłowskiego, albo Szuszkowskiego) z naszymi meblami , ale moja mama wspomina ten dzień bardzo emocjonalnie. Oczekiwała narodzin czwartego dziecka  i była bardzo szczęśliwa, że wreszcie zostanie gospodynią na "swoim". 

 

Balik noworoczny dla dzieci (fot. M.Kuźniar -1980)

“Agromet Rofama nas tu gości, tyle tu zabawy i radości…” - śpiewał zespół muzyczny ROFAMEX 73 działający pod patronatem Klubu Fabrycznego. Coroczne baliki dla dzieci pracowników stały się  tradycją, podobnie jak przekazywanie  upominków i konkursy z nagrodami. Ale to był już czas karnawału, a przed Bożym Narodzeniem firma zapewniała swoim pracownikom  dostawę żywych karpi oraz spore paczki słodyczy i owoców dla ich dzieci. Rofama dbała o pracowników, bo dzięki nim mogła się rozwijać. Nie wiem na ile była to zasługa kierownictwa, ale jeżeli istniał socjalizm z ludzką twarzą, to na pewno zagościł w Rogoźnie. 


 

Czasy Gierka to okres dynamicznego rozwoju naszej fabryki i przejmowania kolejnych terenów, w tym zamknięcie ulicy Zwycięzców Stalingradu (na odcinku od ronda -obecnie "Melzera" do ulicy Polnej), która od 10 lipca 1976 r. stała się głównym korytarzem komunikacyjnym prężnego przemysłowego organizmu w jaki przerodziła się  niegdysiejsza manufaktura produkująca  maszyny młyńskie. W szczycie działalności zakład zatrudniał  prawie 1500 osób i praktycznie każdy mieszkaniec Rogoźna tamtego okresu był z nim w jakiś, pośredni bądź bezpośredni sposób związany.

Budowa nowych hal produkcyjnych Rofamy , lata 70-te
 

Miejsce pracy z przyszłością było szansą dla wielu młodych ludzi szukających miejsca do życia. Rofama posiadała własne autobusy, którymi dowoziła pracowników w promieniu ok. 20 km .Potrzebne były mieszkania, kwatery prywatne i działki pod budownictwo mieszkaniowe. Niestety podział administracyjny spowodował przeniesienie  min. spółdzielni mieszkaniowej do Obornik. Blokowisko im. Przemysława II rozbudowywało się sukcesywnie, ale nie dość dynamicznie, aby sprostać potrzebom rynku. W 1961 roku rozpoczęto budowę pierwszego domu wielorodzinnego dla pracowników przy ulicy Wojska Polskiego 11 (wówczas ul. Dojazdowa) by w drugiej połowie 1963 r. 20 rodzin otrzymało upragnione klucze do mieszkań. Kolejne budynki oddawano w latach 1968 (Oś.P. 2 -60 mieszkań), 1973 (Oś. P. 6- 80 mieszkań), oraz w 1977 budynki na ul. Sądowej, oraz Kościuszki 56 (na zdjęciu, łącznie ok.90 mieszkań).

 

Po lewej budynek  Kościuszki 56, po prawej Sądowa. Znak drogowy informuje o zmianie organizacji ruchu związanej z zamknięciem ulicy Zwycięzców Stalingradu (fot. J. Pietruszczak)
 W drodze do szkoły mijaliśmy nieustanny plac budowy na którym stawiano kolejne budynki mieszkalne. Na wolnym placu między “II Armii W.P.” 7, a 11 pod koniec lat 70-tych powstał  magazyn pod chmurką, na którym składowano różne produkty naszej fabryki. Prowizoryczny płot nie stanowił przeszkody dla żądnej przygód  dzieciarni, niestrzeżony teren stał się  swego rodzaju placem zabaw i poligonem. Kosiarki (Osy), kominy, jakieś wielkie drewniane skrzynie i różne stalowe  konstrukcje zarośnięte trawą - ten industrialny krajobraz tworzył niemal kosmiczną scenerii, którą wspaniale utrwalił na swoich zdjęciach Pan Bernard Kopaniarz.

 
Magazyn Rofamy pod chmurką 1979 (fot.B.Kopamiarz)
 
Tuż obok powstawała zakładowa stołówka (oddana w 1980 r.), a na łące za składowiskiem jednego roku rozbił się ogromny cyrk z prawdziwymi zwierzętami. Mieszkańcy osiedla Przemysława II  wspominają, że w nocy słyszeli odgłosy afrykańskich zwierząt lwów i słoni.

Sala jadalna zakładowej stołówki na 132 miejsca podczas wydawania obiadów (fot. M.Kuźniar , rekonstrukcja cyfrowa)

       Czas na wczasy


 
 Dla dzieci pracowników były organizowane wyjazdy na kolonie i obozy, a z myślą o całych rodzinach wybudowano ośrodek wypoczynkowy w Kołobrzegu. 

Zmiana turnusu w 1964 roku( fot.Z.Michor)

  Już w 1963 roku postawiono tam pierwsze drewniane domki, a na początku lat 70-tych w czynie społecznym czyli rękoma oddelegowanych w tym celu pracownikom zakładu (w tym mojego ojca Stanisława) powstały dwa budynki, gdzie podczas jednego turnusu mogło wypoczywać 160 osób.

 

fot.J.Pietruszczak

 

Olbrzymią  zaletą było położenie obiektu, tuż przy amfiteatrze - znanym wówczas głównie z festiwalu piosenki żołnierskiej, oraz 5 minut spacerkiem do plaży. Na terenie ośrodka niestety nie  było stołówki dlatego urlopowicze i koloniści maszerowali na druga stronę ulicy do ośrodka MEGA, mijając po drodze beczki z pachnącymi wędzonymi śledziami. To miejsce wypoczynku w Kołobrzegu przy ulicy Kościuszki  pozostanie na zawsze we wspomnieniach mieszkańców Rogoźna.W moich też.

 


  Pierwszy koncert rockowy na którym byłem to ROCK NAD BAŁTYKIEM 1984, zagrała ówczesna czołówka polskich zespołów LOMBARD,ŚMIERĆ KLINICZNA,ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY,GEDEON JEREUBALL, AZYL.P, BANDA I WANDA, SHAKIN'DUDI, MARTYNA JAKUBOWICZ,LADY PANK i TSA .Miałem wtedy  14 lat  i byliśmy z rodzicami na wczasach w rofamowskim ośrodku. Festiwal trwał trzy dni, z których  dwa oglądałem zza płotu, a na trzeci wybłagałem od mamy (Dziękuje, zawsze byłaś wyrozumiała) na bilet i to było niesamowite przeżycie, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie i odcisnęło swoiste piętno. 
 
Ośrodek wczasowy w Kołobrzegu (fot. M.Kuźniar)
 

Warto dodać, że w kwietniu 1974 Rofama przejęła w dzierżawę grunt z przeznaczeniem na budowę ośrodka wczasowego obok Ustronia Morskiego, ponadto wzięła w trzyletnia dzierżawę obiekt kolonijni w Chojnie.

 

"Nowa plaża" w ośrodku z jeziorem. (fot. Bernard Kopaniarz 1981)

W  listopadzie 1976 roku  prężnie rozwijające się przedsiębiorstwo postanowiło wybudować dla swoich  pracowników  ośrodek wypoczynkowy  nad jeziorem "Rogoźno". Wybrano miejsce znane jeszcze przed rokiem 1945 jako łazienki miejskie, dzisiaj powszechnie nazywane “ośrodkiem za jeziorem”. Powstający sukcesywnie kompleks stanowił znakomitą bazę do organizacji festynów, oraz rozwoju sportu. W okresie letnim ogólnodostępna tzw. “nowa plaża” przyciąga amatorów pływania, a na terenie ośrodka znajdowały się; boisko do piłki nożnej, kort tenisowy, boisko do koszykówki i wypożyczalnia sprzętu pływającego (kajaki, rowerki wodne).

fot.J.Pietruszczak
 
Tradycją stały się coroczne festyny rodzinne organizowane z wielkim  jak na tamte czasy rozmachem.  Odbywały się konkursy, pokazy i koncerty, była to okazja do zaprezentowania lokalnych artystów i  szkół. Na jednej z imprez główną nagrodą w loterii fantowej była żywa świnia, 100 kilowa bidulka przywiązana do jednej z  lamp czekała na swojego nowego właściciela. W 1989 roku pomagałem przy organizacji imprezy Thrashfest’89 w Wągrowcu, jakiż byłem dumny z faktu że po główną scenę  festiwalu przyjechaliśmy do Rogoźna, ależ ta fabryka jest wszechstronna- pomyślałem wtedy. Rofama była organizmem, który mimo ograniczeń niósł ze sobą wiele pozytywnej energii powodując nieustanny rozwój miasta na wielu polach.

 

fot. Daniel Cichy

 

 W 1980 roku na terenie Pracowniczych Ogródków Działkowych przy ulicy Polnej, w czynie społecznym powstał “Dom działkowca”. W okresie letnim organizowano w nim półkolonie dla dzieci pracowników Rofamy. Poza wyżywieniem, były gry, zabawy, wycieczki zakładowym autobusem “ogórkiem” i na koniec oczywiście ognisko z kiełbaskami. Na ogrodzonym terenie obok tego obiektu stała dziwna metalowa konstrukcja; wysoka na 2 metry o powierzchni ok.10 m2, która służyła jako scena dla zespołów  podczas potańcówek zakładowych organizowanych na terenie POD. Obok domu działkowca funkcjonował ogólnodostępny plac zabaw, z ogromną piaskownicą, huśtawkami i zjeżdżalniami, a wokół rosły mirabelki i morwy.


Zakończenie półkolonii dla dzieci pracowników zorganizowanych przez Zarząd Pracowniczych Ogródków Działkowych (fot. M.Kuźniar-1978)
 

“W dniach 15- 17 czerwca 1977 roku delegacja Landtechnischer Anlagenbau Schwerin siz Brusewitz przebywająca w Rofamie podpisała z kierownictwem fabryki porozumienie o współpracy” *

  To  międzynarodowe współdziałanie umożliwiło wymianę i wyjazdy pracowników, drużyn sportowych, oraz dzieci.

 

RKS WEŁNA Rogoźno - TRAKTOR BRÜSEWITZ. Wynik 1-1. (arch.A.Liński)
 

 Dla dzieciaków z wielkopolskiej prowincji, taka  podróż za granicę była wielką przygodą. Niemiecka Republika Demokratyczna, to był kraj na zachód od Polski i już sam przejazd pociągiem przez granicę do Berlina, wzbudzał emocje, podobnie jak później jazda autokarem autostradą do celu podróży. Rogozińska młodzież była kwaterowana w kilku ośrodkach w okolicy Schwerina. 

 

Autor wśród uczestników kolonii 1984 rok.(arch. I.Nowak)
 

 Nie da się ukryć, że dla młodych Polaków, spotkanie z NRD-owskimi  rówieśnikami bywało szokiem kulturowym. Ich otwartość i przyjazne usposobienie, kontrastowało z naszym konserwatywnym wychowaniem nacechowanym  powściągliwością, dystansem czy nawet nieufnością. Jednak młodzi ludzie szybko przełamują lody i znajdują wspólny język. Zmagania sportowe, dyskoteki, wycieczki, czy plażowanie przełamywały bariery kulturowe i językowe. 

 


     A kultura tu podobno jest...

 

  W 1965 roku  oddano do użytku budynek jak go nazywano techniczny przy ul. Wojska polskiego 4 przeznaczony na pomieszczenia biurowe, klubokawiarnię, salę widowiskową czytelnię i bibliotekę. 

 

Zachodnia strona budynku techniczno-socjalnego. Marzec 1964 r.
 
15 maja 1968 rozpoczął działalność klub fabryczny mający na celu organizowanie życia kulturalnego załogi, a pierwszym kierownikiem został Tadeusz Konsztowicz. Obecnie ten obiekt jest podzielony na ośrodek kultury i przychodnię. Dla mnie było to bardzo ważne miejsce, pomijając baliki z dzieciństwa, to dzięki klubowi  mogłem realizować swoje pasje. W lutym 1987 roku dzięki przychylności kierownictwa (Jacek Paczesny) zorganizowałem pierwsze spotkanie członków i sympatyków Fan Clubu "Diabolic force" na które przybyło kilkadziesiąt osób z całej Polski. Udało mi się zaprosić prezentera radiowego Krzysztofa Brankowskiego, który był wówczas najbardziej wiarygodnym źródłem nowinek i informacji oraz posiadaczem ogromnej kolekcji płyt i nagrań video. Kolejne jeszcze większe spotknie z udziałem wielu muzyków sceny 'metalowej", połączone z koncertem zespłu EDDY z Płocka, odbyło sie w czerwcu tego samego roku. Później organizowałem też cykliczne spotkania dla lokalnej społeczności na których prezentowałem nowości muzyczne i organizowałem konkursy. 
 

 Klub był bardzo dobrze wyposażony w sprzęt audio video, instrumenty i nagłośnienie. Kiedy tylko mogłem to chodziłem tam żeby pograć na perkusji (TAMA) i miałem straszną ochotę nauczyć się na niej grać. Ale traf chciał że jeden z instruktorów potrzebował do zespołu basisty,( a bas też mieli z górnej półki FENDER) tyle że do nauki dostałem polskiego Defila z “ortopedycznym” gryfem. Jedyny występ jaki pamiętam miał miejsce na festynie rodzinnym za jeziorem.



     Goool !!!

W roku 1972 roku Rofama przejęła również opiekę  na klubem sportowym RKS WEŁNA co niewątpliwie przyczyniło się do licznych sukcesów pierwszej drużyny i jej awansu do III ligi  oraz popularyzacji sportu wśród młodzieży.

 

RKS WEŁNA Zdjęcie z roku 1975. 

  Kiedy byłem w szóstej  klasie podstawówki  rodzice pozwolili mi zapisać do  klubu sportowego Wełna. Grałem w piłkę do 18 roku życia i jak większość moich kolegów zakończyłem tą przygodę na drużynie juniorów. Niewielu decydowało się na kontynuowanie gry w seniorach, powiedzmy że napatrzyliśmy się jak to wygląda i nam wystarczyło, bo tam już nie było szczeniackiej zabawy, tylko męska gra :)  Przez większość tego czasu trenował nas i wychowywał Józef Kruk, człowiek o ogromnym doświadczeniu i wiedzy, które  przekazywał nam nie tylko na treningach, ale także na spotkaniach. Wełna miała takie swoje miejsce ze ścianami wypełnionymi zdjęciami, proporcami, pucharami i innymi pamiątkami  w  małym budynku na Wielkiej poznańskiej między Stokrotką, a budynkiem nr 22. Tam trener omawiał z nami taktykę i opowiadał o historii klubu i swoich doświadczeniach.  Z ówczesnego klimatu lat 80 tych pamiętam smak herbaty nalewanej z dużego termosu do metalowych kubków nabierką od zupy, ten "eliksir" przygotowany  przez gospodarza obiektu Pana Stasia Figurę najlepiej gasił pragnienie po treningach i meczach. Gospodarz miał też swoją “świątynię” - magazynek  ze sprzętem. Było to bardzo małe, ciemne pomieszczenie, gdzie wyczuwalny był specyficzny zapach skóry, gumy i czegoś jeszcze, mieściły się tam regały z piłkami, koszulkami i obuwiem sportowym. Był też taki specjalny karton z różnymi “korkotrampkami” każdy z innej "parafii", jak się komuś na treningu podarł np. prawy but, co nie było rzadkością, to mógł sobie poszukać drugiego w tym kartonie … takie czasy. Fajne czasy.
 

  Naprzód, młodzieży Rogoźna !

 Uczniowie 8 klas stawali przed życiowym wyborem szkół i zawodów, dlatego organizowano dla nich spotkania z pracodawcami i wycieczki do zakładów pracy. Pamiętam takie spotkanie w szkolnej stołówce (SP3) z przedstawicielami jakiejś śląskiej kopalni węgla. Wszystko było przedstawione wręcz fantastycznie, warunki nauki i pracy,zarobki, mieszkania, różne przywileje,  ale chyba nikt się nie zdecydował na tak egzotyczny dla nas zawód. Natomiast wycieczka do rofamy to było coś. Najpierw spotkanie w biurowcu, foldery, zdjęcia, fantastyczna makieta zakładu. Później dostaliśmy kaski i poszliśmy zwiedzić jeden z najnowocześniejszych zakładów produkcyjnych w Wielkopolsce. Największe wrażenie zrobił na mnie magazyn wysokiego składowania i ogromne maszyny do cięcia stali z czujnikami na fotokomórkę. Mimo to wybrałem zawód w którym jest zapach żywicy i ciepło drewna, a nie zapach smaru i zimna stal.

Uczestnicy szkolnej wycieczki (fot. M.Kuźniar-1980)

 Kilka lat wcześniej wraz z grupą chłopaków z klasy zostaliśmy przyjęci na terenie zakładu przez Pana Pochylskiego w związku z organizowanym  przez tutejsze szkoły przemarszem postaci z bajek. Otrzymaliśmy kaski strażackie, pasy i inne akcesoria uwierzytelniające naszą profesję podczas tego wydarzenia.

Wiele informacji na temat historii zakładu zaczerpnąłem z wydawnictwa z 1983 r.

 Rofama przewijała się przez całe moje dzieciństwo i dorastanie. Była jak bijące serce miasta; miała wpływ na rozwój jego infrastruktury, mieszkalnictwa, kultury, sportu, turystyki i szkolnictwa. I tę "matkę karmiącą", dorobek kilku pokoleń Rogoźnian zniszczyła niewidzialna ręka rynku. Po prostu
 

Dorosłe dzieci mają żal, że ktoś im tę Rofamę skradł...

 
 
P.P.Nowaczyk  22.03.2026







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz