piątek, 16 stycznia 2026

Odszedł przed wschodem słońca.

 

Ostatni list


“Kochana  Żono

Ostanie moje pożegnanie z Tobą,

już odchodzę na zawsze od świata

 od Was.

Więc żegnam Cię droga żono

Ciebie i swoje małe dzieci

 Braci, Siostrę, Ojców i wszystkich 

(...) Całuję Cię i żegnam 

Twój mąż Janek”


Jan Giermakowski napisał te słowa 22 maja 1942 roku, w celi więzienia przy 

ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu. Dzień przed egzekucją.

 

 
 Korzenie
 
 Syn Franciszka i Józefy ze Stankiewiczów urodził się u schyłku XIX wieku we wsi Pięty położonej między Odrowążem, a Skarżyskiem Kamienną. W wyniku postanowień Kongresu Wiedeńskiego, te ziemie znalazły się w granicach Królestwa Polskiego, które było połączone unią personalną z Rosją. Można zatem stwierdzić, że od 1815 do 1918 roku  znajdowały  się pod zaborem rosyjskim.
 

 

Zaledwie kilka kroków od wsi Pięty znajduje się Sołtyków, gdzie w 1916 roku Stefan Wielowieyski wykorzystując bliskość linii kolejowej i ziem bogatych w złoża gliny otworzył cegielnię, która do lat 90-tych była miejscem pracy dla kilku pokoleń Giermakowskich. 

 

Ruiny cegielni w Sołtykowie

 
 Z dawnego wyrobiska cegielni znane są jedne z nielicznych w Polsce wystąpień gagatów oraz bogaty zespół skamieniałości, w tym tropy dinozaurów i jurajskie owady. Gagat to bitumiczna odmiana węgla brunatnego, powstała z uwęglenia drzew z rodziny araukarii,  które powszechnie rosły w Europie przed 180 milionami lat. Ten minerał jest używany min. do wyrobu biżuterii i  nazywany "czarnym bursztynem". Po zaprzestaniu eksploatacji w wyrobisku powstał rezerwat przyrody Gagaty Sołtykowskie.  
 


  W roku 1939, gdy wybuchła II wojna światowa, Jan Giermakowski wraz z żoną  Marianną (1901-1983) z Sidorów wychowywali dwóch synów : Franciszka (1924-1994) i Eugeniusza (1936-2000), a ziemia świętokrzyska stała się częścią Generalnej Guberni. 

 

 

  

  Od 1940 r. na terenie "General Gouvernement" władze okupacyjne rozpoczęły przymusowy nabór do pracy. Obowiązkiem pracy objęto na początku osoby w wieku od 18 do 60 lat, później również od 14 roku życia. Wobec oporu ludności polskiej w zgłaszaniu się na wyjazd do Niemiec urzędy pracy na terenie Generalnego Gubernatorstwa zaczęły wysyłać imienne wezwania do stawienia się w punktach zbiorczych, a za odmowę groziły surowe kary. Wiele osób wysyłanych do pracy pochodziło również z łapanek, akcji pacyfikacyjnych i wysiedleńczych.

 


  Taki los spotkał również Jana, który został wywieziony do pracy przymusowej w III Rzeszy i trafił do Schnellau (dzisiejsze Słone, dzielnica  Kudowy-Zdrój).

Dwa lata później, we wrześniu 1942 roku podobny los spotkał jego starszego niespełna 18-letniego  syna Franciszka (1924-1994), wysłanego do miejscowości Niesky w powiecie Goerlitz i zwolnionego do domu po wyzwoleniu w kwietniu 1945 roku.


Uznany za zmarłego


Mimo zakończenia  II wojny światowej, losy Jana nie były wyjaśnione do końca, dlatego jego żona Marianna Giermakowska 21.09.1946 roku  złożyła do Sądu Grodzkiego w Końskich wniosek o uznanie męża za zmarłego. Prawdopodobnie było to wymogiem do otrzymania pomocy dla wdowy i małoletniego syna Eugeniusza, oraz dla ochrony interesów majątkowych zaginionego i jego rodziny.

 

Marianna Giermakowska (1901-1983)

  Co prawda jeszcze w 1942 roku dotarł do niej  pożegnalny list od męża, ale nie była w posiadaniu żadnego urzędowego dokumentu stwierdzającego wykonanie wyroku, ani też aktu zgonu. Podobnie jak wiele rodzin w Polsce i na całym świecie Marianna czekała na powrót bliskiej osoby do domu, a od 1942 roku nie miała żadnego dowodu życia. W takiej sytuacji potrzebny był świadek, który poświadczy o tym co zaszło. 
 


   Podczas rozprawy Marja Sztanic oświadczyła co następuje: 

Byłam świadkiem  zabrania Jana Giermakowskiego do obozu i wiem, że następnie przebywający w obozie razem z Giermakowskim Ksiądz, którego nazwiska nie pamiętam przysłał wiadomość,że w maju 1942 r. Jan Giermakowski za zabicie Niemca został rozstrzelany.”

 

Na podstawie tych dowodów, 29 października 1946 roku sąd postanowił ,
 że "Jan Giermakowski (...) zmarł dnia 22 maja 1942 roku we Wrocławiu”.

 

 

Oto staje człowiek wobec urzędniczej machiny, która orzeka, stwierdza, skazuje, oddala, uniewinnia i uśmierca, nawet na podstawie wątpliwych zeznań.

 

W poszukiwaniu prawdy 

 

29 kwietnia 1942 roku Sąd Specjalny we Wrocławiu wydał wyrok:

 Za usiłowanie morderstwa Jan Giermakowski, Polak, robotnik, skierowany do pracy w Rzeszy, usiłował zamordować swojego pracodawcę. Został  skazany na karę śmierci.

 sygnatura akt Breslau 42 Sg 14 K. Ls. 64/42.

 

 
 
 3 maja  roku wysłano wniosek o ułaskawienie do Ministra Rzeszy

19 maja przyszła odpowiedź o odrzuceniu wniosku. Jan został skazany przez nazistowski Sondergericht Breslau na karę śmierci na podstawie osławionego prawa karnego dla Polaków

 (Polenstraf Rechtsverordnung z 1941 roku).

 

 
  Prawo to pozwalało na orzekanie kary śmierci za czyny które w normalnym trybie byłyby karane łagodniej, a definicja: “usiłowania morderstwa” wobec Niemca była interpretowana bardzo szeroko.  We wrocławskim więzieniu przy ul. Kleczkowskiej nie ginęli kryminaliści, przynajmniej nie w powszechnie przyjętym pojęciu tej kategorii przestępców. Na przykład 27 listopada 1942 r. ścięto ekspedientkę Wandę Daczkowską za oblanie mlekiem Niemki. 
  Zakład Karny Nr 1 we Wrocławiu zaprojektowany przez niemieckich architektów Maxa Lebena i Heinricha Butza został zbudowany w latach 1895-1898 roku jako Strafgefangis Breslau. Gestapo prowadziło tu jeden z kilku w III Rzeszy, zakładów egzekucyjnych.

 

Więzienie przy ul. Kleczkowskiej funkcjonuje do dzisiaj
   

22 maja 1942 roku, kilka godzin przed egzekucją prokurator nadzorujący proces wykonawczy, w towarzystwie urzędnika sekretariatu prokuratury lub sądu, przedstawiciela zarządu więzienia, kapelana, tłumacza i lekarza więziennego przybyli do celi Jana  w celu odczytania mu negatywnej decyzji Ministra Sprawiedliwości w sprawie aktu łaski. Skazanemu pozwolono na spowiedź, przyjęcie komunii i napisanie ostatniego listu.

Został też poinformowany o planowanej godzinie stracenia.

 

 
 
Wyrok wykonano 23 maja 1942 roku o godzinie 4 minut 42,
dziesięć minut przed wschodem słońca.

 

Przed wschodem słońca


  Pod gołym niebem, niedaleko pawilonu B umieszczona była gilotyna. Maszynę śmierci wyprodukowała firma Mannhardt & Co, a później za pomocą kolei przewiozła do Wrocławia, miała ona usprawnić proces wykonywania egzekucji, zastępując topór  kata. Urządzenie ustawione było w odległości 1,5 m od murów więziennych. 

Kat wraz z trzema pomocnikami czekał już na miejscu pracy. Jan podobnie jak wszyscy skazani został odurzony narkotykami , aby nie stawiał oporu. Więzień został położony na postumencie, zapięty w specjalny kombinezon i przypięty pasami do maszyny. Przycisk wprawiał w ruch elektryczny mechanizm gilotyny. Jedno ostrze z dużą prędkością spadało z góry, drugie zaś powoli od dołu przesuwało się ku górze, mijając się wzajemnie ruchem nożycowym odcięły głowę Jana. Odciętą głowę podniósł za ucho strażnik, szepcząc słowa: „Stało się zadośćuczynienie niemieckiej sprawiedliwości”. Po egzekucji dwójka więźniów zapakowała zwłoki w pergaminowy worek i położywszy go na rynnę odpływową, opuściła w dół do piwnic.


 


Znicz pamięci

Okupant niemiecki ciała osób straconych przekazywał do specjalistycznych zakładów, gdzie służyły do badań medycznych i ćwiczeń praktycznych, bez powiadamiania rodzin. Dlatego dzisiaj bardzo trudno odnaleźć miejsce pochówku Jana, jeżeli takowe w ogóle istnieje. W wyniku naszych poszukiwań wiedza na temat losów dziadka mojej żony zaczyna wyłaniać się z ciemności i nabiera konturów.

Obecnie próbuję dociec u kogo konkretnie pracował przymusowo Jan  Giermakowski w Kudowie Słone i czym się naraził, że został skazany na śmierć. Wierzę, że dzięki posiadanym dokumentom z IPN-u i innym źródłom, które nadal eksploruję uda się odkryć prawdę i odnaleźć miejsce pochówku Jana Giermakowskiego, aby zapalić mu znicz. 




15.01.2026 P.P.Nowaczyk


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz