piątek, 16 maja 2025

Dokąd sięga pamięć

 Dokąd sięgamy pamięcią w najmłodsze lata swojego życia ? 

Urodziłem się w niedzielę o 12:30 w rogozińskiej Izbie Porodowej na  ulicy Wielkiej Poznańskiej 89

Oryginalna kartka z kalendarza

 

To ja 1970 rok.Rogoźno, ul.Wielka Poznańska 59  

 

Fragmenty moich wspomnień sięgają początku lat siedemdziesiątych kiedy wraz z rodzicami i bratem Jackiem, a później tez siostrą Agnieszką mieszkaliśmy u dziadków na ulicy Nowej 14. Nasze gniazdko mieściło się na pietrze i miało około 30 metrów podobnie jak dwa pozostałe na tej kondygnacji . Składało się z dużego pokoju w którym stał elegancki zestaw mebli sypialnianych i wykuszu w którym była kuchnia. Wchodząc do pokoju po prawej stronie stało wielkie łózko z szafkami nocnymi, na wprost ogromna trzydrzwiowa szafa, a po lewej toaletka z ruchomymi lustrami w których można było się obejrzeć z każdej strony. Obok toaletki stał telewizor "Ametyst"kupiony ma mistrzostwa świata w piłce nożnej w 1972- ale to już wiem od rodziców. Dalej za telewizorem w takiej niszy po lewej  stronie była kuchnia z oknem w wykuszu i było to jedyne okno w tym mieszkanku. Po lewej stronie stały meble kuchenne a po prawej maszyna doszycia naszej mamy. Maszyna do szycia i jej specyficzny terkot towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo. Do ogrzewania służył piec kaflowy ale nie pamiętał gdzie stał. Łazienki nie było ale były miski i wanna ocynkowana, a murowany wychodek w podwórzu. 

Wielkanoc 1970 r. Mama i ja w drzwiach na podwórze ul.Nowa 14 
 

Pamiętam że czekałem kiedy wskazówki zegara przesuną się obok "4" która przypominała wielki nos górala bo wtedy w telewizji był "Janosik.

Pewnego dnia razem z Aliną  (moja rówieśniczka i sąsiadka z dołu-też mieszkali u dziadków) robiliśmy w piaskownicy pączki z ..piasku. Mieliśmy taki stary i bardzo ciężki, garnek żeliwny w którym mieszaliśmy ciasto-błoto. Pamiętam ze go podniosłem i sie przewróciłem rozcinając brodę o ostry kant tego garnka, wywołało to mocne krwawienie, następnie z krzykiem biegłem po schodach do mamy. Mama usłyszała mój krzyk już na podwórzu a ślady krwi musiała wycierać na korytarzu i drewnianych schodach. Nie wierzyła że to pamiętam, a blizna na brodzie pozostała.

Początek lat 70-tych budowa domu fotografa Pana Wójtowicza na ul. Wąskiej 6. Nasz ojciec Stanisław-Mistrz ciesielstwa robił szalunek pod fundamenty, a ja z Jackiem właśnie definiujemy swoja przyszłość. Jakież prorocze to ujęcie.

 Nasz ojciec pracował jako stolarz (choć z zawodu był cieślą-mistrzem ciesielskim) w fabryce mebli na Kotlarskiej. Kiedyś zrobił Jackowi i mi drewniane taczki i utkwił mi w pamięci taki epizod przed domem na Nowej była taka szlaka/żużel zamiast chodnika i tam się bawiliśmy ładując do taczek to kruszywo ale ciągle nam się urywały/wyhaczały kółka co było dla nas dzieci bardzo irytujące. 


                                          Mój starszy brat Jacek i siostra mamy ciocia Krystyna.                                        Rogoźno 1970 rok, ulica Nowa 14, po prawej w oddali widać dom Państwa Rakowskich.

Jedno z moich najmilszych wspomnień z czasów kiedy miałem  3/4 lata jest Wielkanoc, bawiłem się na ulicy Nowej, tak na ulicy bo wtedy samochody miała tylko straż pożarna a poza tym jeździły wozy konne (np. takie z których woźnica się wydzierał w niebo głosy : "stare szmaty, garnki skupuje, noże ostrze ..."itp.). Pamiętam że było bardzo ciepło i pięknie pachniało, było słychać pianie koguta i byłem szczęśliwy. To uczucie jest tęsknotą  która towarzyszy mi przez całe życie.

Mam takie przebłyski kiedy razem z Jackiem pod opieką babci Kazi (mama Ojca) jesteśmy nad rzeką Wełną w Obornikach i widzimy budynek szpitala w którym urodziła się nasza siostra Agnieszka ,a babcia nazywała jagódką albo malinką... to zaskakujące ale miałem wtedy zaledwie 3 lata. Tymczasem tata zmienił pracę i z fabryki mebli przeniósł się do narzędziowni w Rofamie, ponieważ największy zakład pracy w Rogoźnie oferował swoim pracownikom działki budowlane na ulicy Orzeszkowej i południowej części ul. Prusa. Stanisław synów już miał (i córkę), pora zatem wybudować dom, o zasadzeniu drzew jeszcze napiszę. Niedzielne spacery kończyły się podlewaniem... pustaków ze szlaki/żużlu (pozostałość po spalaniu węgla szeroko wykorzystywana do utwardzania dróg, oraz w budownictwie m.in. do chałupniczej produkcji bloczków budowlanych), które ojciec robił po godzinach. Budowa domu w latach 70-tych wymagała od inwestorów wielu umiejętności, to czasy kiedy ciężko było zdobyć cokolwiek na oficjalnym rynku. Dlatego wzajemna pomoc sąsiedzka budowała domy i relacje. Miałem swój skromny udział w budowie naszego domu kiedy któregoś dnia dziadek zabrał mnie na bagażnik i pojechaliśmy na "oszeszkową". Ekipa budowlana właśnie tynkowała jeden z pokoi na pietrze. Pozwolili mi wejść na rusztowanie i rzucać kielnią zaprawę na ścianę, po czym zacierać tynk rajberką. Mama się przeżegnała gdy wróciłem do domu z rękawami pełnymi zaprawy tynkarskiej.

W tym krótkim czasie, zaledwie 4 lat które spędziłem na ulicy  Nowej pamiętam od zawsze zaledwie kilka sytuacji, ale mam wiele wspomnień z lat późniejszych bo często odwiedzałem dziadków: Joannę (z domu Głów 1922-2013) i Kazimierza (1915-2001) Ślachciaków. Kiedy np. "dziadkowe kury" wlazły do opuszczonego warsztatu w podwórzu i dziadek przyjechał po mnie rowerem żebym przecisnął się przez kraty w oknach i wyłapał niesforny drób :), albo gdy po lekcjach religii w przykościelnej salce ( w której strasznie śmierdziała stara drewniana podłoga)  po drodze do domu chodziliśmy do babci i słuchaliśmy pocztówek dźwiękowych i płyt winylowych wuja Marka (Marian Ślachciak 1958-1990) a naszą ulubioną Bractwa Kurkowego znam na pamięć i mogę zaśpiewać nawet dzisiaj.

Babcia Janka i dziadek Kaziu. Podwórko na ul.Nowej 

 

CDN ( wspomnienia uzupełniam i poprawiam w wolnym czasie :) 

15.10.1974 przeprowadzka na "orzeszkową"

Od lewej Przemek, Jacek, Agnieszka i Grzegorz (Dzidek)1978

                           

                                                              ***

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz