Z sali sądowej
25 lutego 1875 roku gazeta Posener Zeitung donosiła o rozprawie, która odbyła się w tamtejszym sądzie, a dotyczyła podpalenia stodoły na przedmieściach Rogoźna. Padają tam znane i mniej znane nazwiska, profesje i nazwy ulic, cały artykuł opiera się na faktach i dokumentach z archiwów państwowych.
"Poznań, 23 lutego. [Sąd przysięgłych] Chłopiec i starzec zasiadają na ławie oskarżonych na dzisiejszej rozprawie, z zarzutami ciężkiego przestępstwa.
Pierwszy z nich, to uczeń kominiarski Wincenty Dondajewski z Rogoźna, oskarżony jest o umyślne podpalenie; drugi zaś, 62-letni szewc Aleksander Olszewski, również z tego miasta, o współudział w tym przestępstwie."
"Dnia 3 października 1874 roku około godziny 7 rano, nagle wybuchł pożar w stodole należącej do mistrza rzeźnickiego Antoniego Peika, położonej na Wójtostwie przy drodze do Laskowa. Ponieważ była ona zbudowana metodą szachulcową z oszalowaniem z desek pod dachówką, zarówno ona sama, jak i znajdujące się w niej zapasy w krótkim czasie padły ofiarą płomieni. Towary były ubezpieczone na kwotę 219 talarów, a sam budynek stodoły na 150 talarów. Ponieważ jednak rzeczywista wartość znacznie przewyższała sumę ubezpieczenia, Peik poniósł w wyniku pożaru dotkliwą szkodę i dlatego szybko stało się jasne, że ogień został podłożony z zemsty."
![]() |
| Most na Wełnie, w tle zabudowania Wojtostwa |
Niesforny Wicek
![]() |
| Zapis w księdze rogozińskiej parafii pw. św.Wita |
"Wincenty Dondajewski urodził się 15 stycznia 1860 roku, a więc w czasie popełnienia przestępstwa miał zaledwie 14 lat. Jego matka Catrina – był dzieckiem nieślubnym– wielokrotnie karana złodziejka, zakończyła życie w więzieniu, gdy miał zaledwie kilka lat. W 1963 Catrina urodziła jeszcze jednego syna Stasia, ale ten zmarł po roku.
A Wincenty został oddany na wychowanie babci; do szkoły uczęszczał tylko przez bardzo krótki czas. Swojemu mistrzowi kominiarskiemu w Rogoźnie, uciekł wkrótce po rozpoczęciu nauki zawodu i na własną rękę podjął pieszą wędrówkę do Berlina. Tam jednak długo nie zagrzał miejsca, po krótkim czasie udał się do Poznania i tam wstąpił na naukę do mistrza piekarskiego.
Już na tym stanowisku wszedł w konflikt z prawem karnym, gdyż wolał zatrzymać dla własnej korzyści 17 i pół srebrnego groszy (Silbergroschen), które powierzyli mu klienci jego mistrza za pobrane pieczywo, zamiast oddać je pracodawcy. Za to przywłaszczenie został w zeszłym miesiącu skazany przez Sąd Powiatowy w Rogoźnie (dokąd wrócił z Poznania, by ponowić swój pierwotny stosunek nauki zawodu) na kilka dni więzienia. Dondajewski jest dość niski jak na swój wiek i z postury sprawia wrażenie dziesięcioletniego chłopca, z czym w dość jaskrawej sprzeczności stoi jego swobodne, a graniczące niemal z bezczelnością zachowanie.
Również podczas dzisiejszej rozprawy powtarza swoje przyznanie się do winy złożone już w Rogoźnie, dodając, że wprawdzie to on podłożył ogień, ale szewc Olszewski go do tego namówił i pomógł mu w dokonaniu tego czynu. "
"W środę, 30 września zeszłego roku, obaj – Olszewski i Dondajewski – byli razem gośćmi na weselu w karczmie Mayera w Rogoźnie. W nocy, około godziny 1, Olszewski miał go zawołać na korytarz karczmy i powiedzieć mu: „chce wyciąć rzeźnikowi Peikowi niezły numer, bo ten przez swoje oszustwa pozbawił go domu”. Dalej Dondajewski zeznaje, że Olszewski namawiał go, by podpalił stodołę Peika stojącą na Wójtostwie, gdy będzie miał tam coś do roboty; sam miał już zrobić dziurę w ścianie szczytowej od strony wschodniej i próbował rozniecić ogień za pomocą tektury, ale ten się nie zajął. Olszewski miał mu obiecać za ten czyn jednego talara, zaznaczając, że da mu tyle, iż on – Dondajewski –będzie zadowolony.
Początkowo chłopak miał odmawiać wykonania tego zadania, wiedząc, jak surową karą prawo obarcza taki czyn, ostatecznie jednak, ulegając namowom Olszewskiego, nie oparł się pokusie zarobienia błyszczącego talara przy niewielkim wysiłku.
Na wykonanie czynu wybrał dzień 3 października, w którym to dniu udał się na Wójtostwo w celu czyszczenia kominów. Po podpaleniu stodoły Peika pobiegł pospiesznie do miasta, krzycząc: "Ogień, ogień!". Olszewski miał mu wcześniej surowo zabronić przyznawania się do czegokolwiek w razie ewentualnego aresztowania i groził, że popamięta to sobie, jeśli przez niego trafi za kratki.
Pozwany szewc zaprzecza, podobnie jak dawniej, również na dzisiejszej rozprawie, jakiemukolwiek udziałowi w przestępstwie Dondajewskiego. Olszewski był już dwukrotnie karany za podpalenie, po raz ostatni wyrokiem tutejszego sądu przysięgłych w 1850 roku na trzy lata i dziewięć miesięcy ciężkiego więzienia, ponadto odbył około sześciu wcześniejszych kar za opór wobec urzędników oraz obrazę majestatu. W tym ostatnim przypadku do dziś twierdzi, że jego ówczesne ukaranie wynikało z nieporozumienia, gdyż nie chciał obrazić władcy kraju, a jedynie pewnego żydowskiego kupca z Rogoźna nazwiskiem König.
Na wykonanie czynu wybrał dzień 3 października, w którym to dniu udał się na Wójtostwo w celu czyszczenia kominów. Po podpaleniu stodoły Peika pobiegł pospiesznie do miasta, krzycząc: "Ogień, ogień!". Olszewski miał mu wcześniej surowo zabronić przyznawania się do czegokolwiek w razie ewentualnego aresztowania i groził, że popamięta to sobie, jeśli przez niego trafi za kratki.
Pozwany szewc zaprzecza, podobnie jak dawniej, również na dzisiejszej rozprawie, jakiemukolwiek udziałowi w przestępstwie Dondajewskiego. Olszewski był już dwukrotnie karany za podpalenie, po raz ostatni wyrokiem tutejszego sądu przysięgłych w 1850 roku na trzy lata i dziewięć miesięcy ciężkiego więzienia, ponadto odbył około sześciu wcześniejszych kar za opór wobec urzędników oraz obrazę majestatu. W tym ostatnim przypadku do dziś twierdzi, że jego ówczesne ukaranie wynikało z nieporozumienia, gdyż nie chciał obrazić władcy kraju, a jedynie pewnego żydowskiego kupca z Rogoźna nazwiskiem König.
Jeśli chodzi o zarzucane mu dzisiaj przestępstwo, przyznaje, że to prawda, iż w nocy z 30 września na 1 października zeszłego roku był razem z Dondajewskim na weselu w karczmie Mayera, zaprzecza jednak, jakoby podczas uroczystości opuścił ją choćby na krótki czas, a tym bardziej, by rozmawiał z Dondajewskim (który skądinąd miał być mu zupełnie nieznany) lub namawiał go do podpalenia stodoły Peika, jako że z tym ostatnim żył w dobrych stosunkach. Że jednak to ostatnie nie było prawdą, wynika z dzisiejszego postępowania dowodowego, w szczególności z przesłuchania mistrza rzeźnickiego Antoniego Peika, mieszkańca Oswalda Nawrothiela oraz robotnika Jana Polzina. "
![]() |
| Max Schmidt(Rogasen)"Die Schuster"(Szewce) 1899 r. |
" Ponieważ Olszewski jest znany w mieście jako człowiek gwałtowny, Peik, do którego uszu doszły owe pogróżki, kazał co noc pilnie strzec domu, by uchronić się przed szkodą. Do tych obciążających Olszewskiego okoliczności dochodzi jeszcze następujący fakt: na krótko przed wybuchem pożaru robotnik Jan Polzin, idąc rano do pracy, widział oskarżonego Olszewskiego stojącego w "zaułku wodnym"- wąskim przesmyku prowadzącym z ul. Czarnkowskiej (obecnie ten odcinek to to ul. Wyszyńskiego) do rzeki, skąd widać było stodołę Peika, i mającego wzrok nieodwracalnie utkwiony w tę stodołę. Zaraz potem wszczął się alarm pożarowy, a żona Olszewskiego miała przy tym powiedzieć: „Pan Bóg dał ogień, a będą mówić, że to Olszewski podpalił”. Ten jednak podczas dzisiejszej rozprawy wielokrotnie zapewnia o swojej niewinności, twierdząc, że zeznania Dondajewskiego przeciwko niemu są nieprawdą; miał to rzekomo sam Dondajewski przyznać w więzieniu Sądu Powiatowego w Rogoźnie dwóm więźniom, z którymi siedział w celi. Ci dwaj, Kęsy oraz Kubisiak, zostają zaraz doprowadzeni i przesłuchani. Kęsy, już wielokrotnie karany za kradzieże, znajduje się obecnie w areszcie śledczym w Rogoźnie z powodu oszukańczego podpalenia (na zlecenie oberżysty podpalił budynek, który ten wysoko ubezpieczył) i wkrótce również stanie przed tutejszym sądem przysięgłych. Zeznaje on, że siedział z Dondajewskim w jednej celi w Rogoźnie. W Nowy Rok ten miał go zapytać, czy to prawda, co ludzie mówią, że chrześniak zawsze idzie w ślady swojego ojca chrzestnego. Gdy on (Kęsy) potwierdził, Dondajewski miał do niego rzec: „No, to i na mnie się to spełnia; mój ojciec chrzestny podpalił stodołę, więc i ja nie mogłem inaczej!”. Następnie Dondajewski miał mu również opowiedzieć, że fałszywie doniósł na Olszewskiego, ponieważ podczas przesłuchania na policji tak bardzo na niego naciskano, by wskazał Olszewskiego jako podżegacza. Dondajewski określa zeznania Kęsa jako kłamstwo. Już choćby dlatego ich prawdziwość staje się bardzo wątpliwa, że Kęsy o tej rzekomej rozmowie powiadomił strażnika więziennego dopiero wtedy, gdy on (Kęsy) z celi Dondajewskiego w połowie stycznia został przeniesiony do celi Olszewskiego. Ponadto on (Dondajewski) ma tylko jednego ojca chrzestnego, a ten jest bardzo pobożnym człowiekiem i sługą kościelnym (kościelnym), więc nigdy nie mógłby podpalić stodoły. Co więcej, Kęsy jest jego wrogiem, ponieważ ten kiedyś mocno go w celi poturbował (pobił).
Odnośnie policyjnego przesłuchania Dondajewskiego, obecny jako świadek żandarm Michałek z Rogoźna zeznał, że został on wówczas przesłuchany przez niego oraz sekretarza miejskiego bez użycia jakichkolwiek środków przymusu i natychmiast dobrowolnie wskazał Olszewskiego jako podżegacza do swojego czynu.
Również drugi świadek zgłoszony przez Olszewskiego, Kubisiak, nie potrafił wnieść zbyt wiele na jego obronę. Na tym zakończono postępowanie dowodowe, a sędziowie przysięgli większością ponad siedmiu głosów odpowiedzieli twierdząco na postawione im pytania: czy Dondajewski jest winny umyślnego podpalenia w dniu 3 października 1874 roku stodoły należącej do mistrza rzeźnickiego Peika w Rogoźnie, oraz czy Olszewski jest winny tego, że poprzez obietnice i namowy umyślnie skłonił Dondajewskiego do tego czynu.
Jednocześnie na wniosek obrony (pana radcy sprawiedliwości le Viseura) odpowiedzieli przecząco na pytanie, czy w przypadku Olszewskiego zachodzą okoliczności łagodzące. Ponieważ pytania o to, czy Dondajewski – mając zaledwie 15 lat – posiadał w momencie podpalenia rozeznanie niezbędne do uznania jego czynu za karalny, oraz czy Olszewski jednocześnie radą i czynem świadomie pomógł Dondajewskiemu w popełnieniu tego przestępstwa, zostały przez przysięgłych przyjęte stosunkiem głosów zaledwie siedem do pięciu, zgodnie z prawem skład sędziowski musiał jeszcze dodatkowo naradzić się nad tymi kwestiami. W obu przypadkach sąd przychylił się do zdania większości przysięgłych.
Z uwagi na młodociany wiek Dondajewskiego, skazanie go na ciężkie więzienie jest prawnie niedopuszczalne, dlatego zgodnie z wnioskiem prokuratury został on skazany na rok zwykłego więzienia, obrona wnioskowała o wymiar minimalny, czyli sześć miesięcy. Przeciwko Olszewskiemu prokuratura żądała sześciu lat ciężkiego więzienia, obrona zaś dwóch lat. Sąd skazał go ostatecznie na cztery lata ciężkiego więzienia, utratę praw obywatelskich na okres czterech lat, a w wyroku uznano również za dopuszczalne oddanie go pod nadzór policji."
Dalsze losy Wincentego Dondajewskiego odnajdujemy w Archiwum Państwowym w Poznaniu, gdzie w 1880 roku tytułowany jako kominiarz w wieku zaledwie 20 lat poślubia w Dąbrówce Kościelnej o rok starszą od siebie Antoninę Polską alias Paczyńską. Świadkowie występujący w dokumencie to pochodzący z Murowanej Gośliny; Stanisław Gruszczyński lat 33 i Joseph Konig lat 23.
Z tego związku urodził się syn Leon, ale ten zmarł niestety w młodym wieku.
![]() |
| Akt zgonu Leona |
Z kolei kiedy Antonina - pierwsza żona Wincenta dokonała żywota, ten w wieku 64 lat postanowił poślubić niewiastę niemal 30 lat młodszą o siebie.
4 czerwca 1924 roku doszło do drugiego ślubu Wincenta, a z dokumentu nr 318 dowiadujemy się że "owdowiały pantoflarz" Dondajewski poślubia niezamężną Pelagie Napierałę ur. 12 grudnia 1889 roku w Jeżycach ( wtedy jeszcze wsi, a nie dzielnicy Poznania).
To bardzo ładnie napisany dokument i na razie ostatni w tej historii. Ale jedno nie unie daje mi spokoju; kominiarz na starość zaczął robić buty, czyżby przekonał go to tego fachu zleceniodawca podpalenia stodoły w Rogoźnie ? Odkrywając nieznane historie stajemy się częścią nich.
Rogoźno, 23.08.2026
opracowanie P.P.Nowaczyk
tłumaczenie A.P.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz