![]() |
| Fot. Władysław Orłowski. |
- Pani zobaczy jakie mam ładne pyry: Irysy i Bryza.
- Daj Pan pół cetnara Bryzy.
Wracaliśmy do domu na “Orzeszkową” z przewieszonymi przez ramy rowerów 50 kilogramowymi workami ziemniaków dla nas i pszenicy (którą trzeba było jeszcze zawieźć do śrutowania) dla naszych dwóch świnek. W tamtych czasach na targu kupowało się wszystko bezpośrednio od producenta, rolnika, sadownika, hodowcy. Gdy miałem 11-13 lat sam byłem hodowcą królików, zbierałem dla nich mlecz i koniczynę, czyściłem klatki, wymieniałem ściółkę. Ponieważ w rodzinnym domu nie było amatorów tego mięsa zawoziłem moich uszatych podopiecznych do skupu GS na Wielką poznańską(w podwórku ROLNIKA), albo tam gdzie złom, do GS'u na ul. Zwycięzców Stalingradu.
![]() |
| Rynek rodzynkowy 2026 |
"(...) Ulica Ogrodowa nie oferuje zupełnie nic godnego uwagi. W dolnej części ulicy Rzeźnickiej , w pobliżu tak zwanego Rynku Rodzynkowego, można by szukać dawnego getta, jeśli takowe w ogóle kiedykolwiek w Rogoźnie istniało. Pośród starych, częściowo na wpół zrujnowanych domków przy ulicy Rzeźnickiej znajduje się kilka budynków wartych uwagi.
Na rogu ulic Piekarskiej i Rzeźnickiej niedawno wybudowano "Herberge zur Heimat", okazały, dobrze prezentujący się dom, naprzeciw którego, u zbiegu ulic Rzeźnickiej i Ogrodowej, znajduje się remiza ochotniczej straży pożarnej.(...)”
Instytucja Herberge zur Heimat („Schronisko ku Ojczyźnie” „Schronisko – Dom na drodze do domu”) narodziła się w połowie XIX wieku w Niemczech jako odpowiedź na gwałtowne przemiany społeczne wywołane industrializacją.
Pierwsze Herberge zur Heimat zostało otwarte 21 maja 1854 roku w Bonn z inicjatywy Clemens Theodor Perthes. Schronisko przeznaczono przede wszystkim dla wędrownych czeladników (Wandergesellen), którzy po ukończeniu nauki zawodu odbywali kilkuletnią wędrówkę od miasta do miasta, zdobywając doświadczenie u różnych mistrzów.W XIX wieku tysiące młodych rzemieślników nocowało w tanich gospodach, gdzie często panowały złe warunki, nadużywano alkoholu i dochodziło do przestępczości.
![]() |
| Żeliwny wieniec dębowy jest kolejnym znakiem wyjątkowości tego miejsca. |
Ten Rogoziński ewangelicki "hostel" powstał w roku 1909, w ramach programu Herberge zur Heimat i chociaż jak sądzę, dzisiaj nikt w naszym mieście nie wie w jakim celu wybudowano tą kamienicę i niewielu ludzi to obchodzi, podobna formuła pomocy nadal funkcjonuje w Niemczech - po tą sama nazwą.
Kolorowe jarmarki
Po II wojnie światowej w swoich felietonach publikowanych w różnych gazetach wiele razy wracał do lat dziecięcych spędzonych w ukochanym rodzinnym mieście Rogoźnie. Opisywał różne żydowskie święta, anegdoty i wspomnienia. Jako ciekawostkę dodam, że korespondował min. z Albertem Einsteinem, czego dowody znajdują się w jego archiwach.
2 stycznia 1953 roku na łamach gazety “Allgemeine”, która powstała w 1946 roku w Dusseldorfie pod nazwą Jüdisches Gemeindeblatt für die Nordrhein-Provinz und Westfalenj, a od 1948 wydawanej pod nazwą “Allgemeine Wochenzeitung der Juden in Deutschland”, “mój” Richard wspomina rogozińskie jarmarki na przełomie wieków XIX i XX.
![]() |
| Przykładowa ilustracja XIX wiecznego jarmarku |
(...) Miałem wtedy około pięciu lat, to jednak nie stragany z piernikami, które tak bardzo mnie zachwycały — na których można było kupić nie tylko słynne toruńskie katarzynki, lecz także cukier jęczmienny i lukrecję, przykuwały moją uwagę. Nie były to również stragany rzeźników, na których oferowano wszelkie rodzaje najprzedniejszych kiełbas, a także ciepłe kiełbaski — ściśle koszerne, pod nadzorem Rabina. Nie były to nawet kolorowe, nadmuchane balony, które mogły mnie zachwycić...Balony jednak nie potrafiły mnie zainteresować.
Godzinami stał malec w krótkich spodenkach i matroskiej bluzce, przed prostym kuchennym stołem i z napięciem oraz ogromną ciekawością słuchał wspaniałych przemówień przekupnia stojącego za stołem.
Ten oferował małe metalowe urządzenie, które — jak twierdził — było najnowszym, sprowadzonym z Ameryki, opatentowanym przyrządem do nawlekania igły.
Przekupień mówił tak przekonująco, wzruszająco, a nawet łzawo zachwalał swój specjalny towar, że niemal można było uwierzyć, iż łzy same napływają do oczu:
-„Kiedy więc biedna, stara babcia, słaba na piersiach (i przy tym demonstracyjnie kaszlał), chce załatać koszulę, a nić jej się zrywa, lecz wzrok jest już zbyt słaby, aby ponownie nawlec nitkę, wtedy wystarczy wziąć do ręki moją maszynkę, a to czego nie potrafiłby dokonać żaden profesor na świecie, dzieje się dzięki mojej świeżo sprowadzonej z Ameryki, opatentowanej maszynce w ciągu kilku chwil”.
Następnie przekupień, popadając w ekstazę, ciągnął dalej:
„Za tę nowoczesną maszynkę nie zapłacą państwo, tak jak w Berlinie czy Poznaniu, całej marki, ani 50 fenigów, ani 25 fenigów — nie! Dzisiaj sprzedaję moją maszynkę wyjątkowo, z okazji wprowadzenia jej do sprzedaży w Rogoźnie, za jedyne 10 fenigów — mówię i piszę — 10 fenigów, ani grosza więcej. A ponieważ dzisiaj są moje urodziny, każdemu nabywcy maszynki podaruję jeszcze tę oto puszkę pełną igieł do szycia i cerowania — gratis!”
(przy czym główny nacisk położył na końcówkę słowa „gratis”).
„Duże, małe, grube, cienkie — wszystkie rodzaje są w środku”.
„No, moi państwo, kto chce kupić, a jeszcze nie ma? No, młody człowieku, a jak będzie z tobą?”
![]() |
O rogozińskich jarmarkach czytamy w “Dziejach Rogoźna” (rozdz.II str. 85) :
“Z istnieniem rynku lokalnego wiążą się jarmarki, będące dawniej okazja do upłynniania nadwyżek produkcyjnych miejscowego rzemiosła i okolicznej szlachty z ich gospodarstw oraz gospodarstw chłopskich. Przywileje targowe określały także prawa handlowe, zarówno miejscowych jak i przybyłych kupców.W początkach XVI w. tygodniowy targ w Rogoźnie odbywał się w niedzielę, a dopiero przywilejem z 24 czerwca 1535 r. został on przeniesiony na sobotę. Do połowy XVI w. odbywały sie trzy jarmarki. Ich liczbę do czterech zwiększył przywilej królewski Zygmunta Augusta z 15 października 1556 r. zezwalający na jego odbywanie w dniu św. Idziego.(...)
Z przywilejami targowymi wiązały się zezwolenia na pobieranie opłat celnych. W dokumencie Zygmunta Augusta z 1556 r. wspomniano o prawie pobierania cła mostowego na rzece Wełnie. Kupcy natomiast musieli płacić pieniądze za to, że mogli sprzedawać podczas targu lub jarmarku(tzw. targowe jarmarczne).”
Dalej w rozdz. III autor wspomina : “Jarmarki kramarskie i bydlęce odbywały się osiem razy w roku, a targi zwykłe dwa razy w tygodniu: w poniedziałki i w piątki.”
Zwyczaj organizowania targów w piątki przetrwał do dnia dzisiejszego, a tą historię można podsumować stwierdzeniem, że po stuleciach “wędrowania” po mieście rogozińskie targowisko w 2014 roku znalazło swoje miejsce na ulicy Nowej.
P.P.Nowaczyk 09.07./1.09.2026





.jpeg)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz